Wilk
Patrzę na matkę.
Łbem wskazuje las —
— Już czas.
Opuszczam głowę,
zerkam w bok -
jej oczy zimne.
— Musisz —
warczy -
zaciska kły.
Echo
warkot niesie.
Podkulam ogon,
biegnę w dal.
Las wita
swoim mrokiem.
Nozdrzami węszę,
spinam grzbiet —
tego uczyła
matka.
Biegnę —
wiatr pieści
moją sierść.
Coś błyska
wśród zieleni.
Podchodzę
nisko.
Rozwartą paszczę
widzę.
Zapuszczę się
daleko w głąb -
odetchnę tam.
Mijam konary
starych drzew,
błękitną rzeczki wstęgę.
Migają cienie.
Mija czas.
Wolności czuję woń.
Zapada noc
i ciemność z nią,
lecz dobrze widzę
w mroku.
Nie straszna noc,
gdy oczy mam
i czujny słuch,
a do obrony
zęby.
Usypia noc,
kołysze las,
drzewa szepczą
wiekową pieśń:
— Mój wilku młody,
jużeś z nas.
Dorota D. marzec 2026

Komentarze
Prześlij komentarz